Rewolucje 5; recenzja na gildii komiksu

Steampunk to jedna z najprężniej rozwijających się odnóg fantastyki naukowej. Powodów takiej świetnej kondycji bocznej gałęzi cyberpunku, należałoby szukać w coraz bardziej zmechanizowanej rzeczywistości i problematyce z tym związanej. Czy w tej pojemnej materii jest jeszcze miejsce dla młodego, polskiego artysty Mateusza Skutnika i jego komiksowej serii Rewolucje?

Niepomny na klęskę Skutnik tworzy widowiskowe, a przede wszystkim wzruszające opowieści, których nie powstydziłby się sam mistrz gatunku William Gibson. Albumy mają w sobie również coś z dzieł angielskiego twórcy Chiny Miéville’a – niepokój ogarniający ludzi całkowicie uzależnionych od maszyn. Niczym w krzywym zwierciadle, odbijają się tutaj nasze głęboko zakorzenione pragnienia przejęcia całkowitej kontroli nad nieokiełzaną naturą i od dekad rozwijanymi światłymi wynalazkami. Widać w nich również, jak człowiek bliski jest szybkiego upadku i klęski z powodu własnej pychy i wszechogarniającej dumy.

Mateusz Skutnik przyzwyczaił nas do oryginalnych opowieści graficznych. Na swoim koncie ma m.in.: czarno-biały, rozbuchany pod względem fantasmagorycznym cykl Morfołaki, do którego scenariusz napisał Nikodem Skrodzki oraz psychodeliczną, udaną wariację o interakcjach międzyludzkich, kryjącą się pod tytułem – Czaki (warstwa fabularna – Dominik Szcześniak). Prawdziwy kunszt tego niekonwencjonalnego artysty widać właśnie w pięciu albumach z serii Rewolucje.

Minimalizm w prezentowaniu poszczególnych opowieści oraz niewielka ilość kadrów potrzebnych do przedstawienia poruszanej tematyki w albumie Rewolucje – dwa dni są wręcz mistrzowskie. W tym przypadku sławetna chińska maksyma – “Jeden obraz jest wart tysiąca słów” nabiera dosłownego znaczenia. Po raz kolejny autor czaruje nas niebanalną okładką, a cały album posłużyć może jako pomysłowy prezent dla każdego komiksomaniaka.

Strona fabularna została tutaj ukazana w pełen maestrii sposób – z zapartym tchem śledzimy losy nieszczęsnego naukowca i jego wynalazku. Serię Rewolucje możemy śmiało nazwać awangardowymi opowieściami graficznymi, w których każda ilustracja wypełniona jest znaczącymi detalami. To albumy undergroundowe, niekonwencjonalne, wyrywające się z wąskich ram schematyzacji. Cechuje je ogromna dyscyplina graficzna i fabularna oraz dydaktyczna rola poszczególnych aktów, w telegraficznym skrócie opowiadających o epoce wielkich odkryć technicznych.

Kieszonkowe wydanie piątego albumu oraz kilkucentymetrowe, praktycznie zajmujące połowę każdej strony, obramowania mogą nieco zdegustować zagorzałych fanów tego perfekcyjnie skrojonego cyklu. Osobiście będę bronił tą wydawniczą decyzję rękami i nogami, gdyż taka formuła zupełnie nie przeszkadza w końcowym odbiorze całości, a nawet wzmacnia wymowność recenzowanej pozycji.

Rewolucje to seria dla wymagającego czytelnika, którego znudziły już sztampowe historie z superbohaterami w rolach głównych. Mamy tutaj do czynienia z ekscytującymi, wciągającymi i wyjątkowymi historiami spod znaku szkatułkowych opowieści. Piąty album tylko trochę ustępuje wcześniejszym, które można było uznać za świetny przykład doskonałej kondycji rodzimego komiksu. Z tego też powodu jestem skłonny Dwóm dniom w skali dziesięciostopniowej dać uczciwe osiem. Czekamy na kolejne intelektualne, a zarazem niepokojące uczty Mateuszu!

Autor: Mirosław Skrzydło
6 maja 2011

Rewolucje5 – recenzja na Polterze


Druga połowa
Autor: Jarosław ‘beacon’ Kopeć
Redakcja: Maciej ‘repek’ Reputakowski

Nowy tom Rewolucji Mateusza Skutnika jest jak ostatnia płyta Massive Attack – gdyby nie pierwsza połowa, byłby genialny.
Tym razem Rewolucje to komiks niemy i bardzo krótki – składa się z dwóch odrębnych nowel liczących odpowiednio: dwadzieścia cztery i trzydzieści dwie strony. Wydano go przy tym w postaci niewielkiej książeczki, a na stronach formatu A5 zostawiano bardzo obszerne, ziejące bielą marginesy. Ale nowy album Skutnika jest bardzo skondensowany, dlatego nie czuć, jakby urywał się nagle i przedwcześnie.
Rewolucje od początku opowiadały historie oplecione wokół motywu odkryć naukowych, ale koncentrowały się na osobie odkrywcy i jego emocjach, nie zaś samych wynalazkach. Pierwsza z nowel w najnowszym tomie, Dzień pierwszy, nieszczęśliwie odstępuje od tej reguły, przez co brakuje w niej ludzkiego pierwiastka. To zabawa motywem czasowego zapętlenia, której brakuje wyrazistego bohatera, napięcia czy zaskakującego zwrotu akcji. Spóźniony epilog jest zbyt bezbarwny, żeby uratować tę historię.
Druga nowela jest znacznie ciekawsza. To historia wynalazcy, który w nieszczęśliwym zbiegu okoliczności traci swój drogocenny projekt, a sam ląduje w szpitalu. W końcu oddaje się nowej obsesji – buduje maszynę, której przeznaczenie poznajemy dopiero w zaskakującym zakończeniu.
Ta historia aż bucha od emocji, ale narrator się nie śpieszy. Skrupulatnie dozuje informacje i buduje napięcie. Jest dramaturgia, bohater i mocna pointa. Prosty (choć bardzo oryginalny i ekspresyjny) styl graficzny i lakoniczna narracja sprawiają, że opowieść nie grzęźnie na mieliźnie nachalnych dopowiedzień. Jest tu też rytm, który nadaje lekturze płynność.
To dziwne, że dwa tak nierówne komiksy znalazły się w jednym tomie. Cokolwiek o tym zadecydowało, nie pozwala nowymi Rewolucjami cieszyć się bez zastrzeżeń. Jedynym sposobem, by uniknąć mieszanych odczuć, jest zacząć lekturę od połowy, a o pierwszej historii po prostu zapomnieć.

[źródło]

Rewolucje 5 recenzja na valkiria.net


O Mateuszu Skutniku i jego twórczości można mówić różne rzeczy, jednak jedno jest pewne i niezaprzeczalne – jest to twórca nie tylko niezwykle utalentowany, ale też bardzo oryginalny. Jego prace rozpoznawalne są już na pierwszy rzut oka, a klimatyczne rysunki pozwalają czytelnikowi bez pamięci pogrążyć się w niesamowitych światach stwarzanych przez autora. Nie inaczej było z serią czterech albumów noszących wspólną nazwę Rewolucje. Wprowadzały one czytelnika w pełen tajemnic świat odkryć i wynalazków. Seria sprawiała, że podczas lektury włosy stawały dęba przez samo skomplikowanie fabuły, nieschematyczne pomysły oraz interesującą kreację świata. Jest to niewątpliwie jedno z najciekawszych dzieł młodych polskich twórców, jakie w ciągu ostatnich lat zawitało na półkach księgarń.

Tym razem Skutnik wrócił na chwilę do świata Rewolucji, choć nie odniósł się bezpośrednio do samej treści wcześniejszych części. Nawiązał do samego świata i ogólnej idei związanej z wynalazkami. Poznajemy tutaj bowiem dwóch naukowców, którzy opracowali swoje maszyny i wykorzystali je w dość niestandardowy sposób. Cały komiks jest niemy i “czyta” się go niezwykle szybko, jednak trzeba przyznać, że został stworzony na podstawie interesującego pomysłu i mimo dość krótkiej rozrywki, nie żałuje się inwestycji.

Obie opowiastki stworzone są w typowym dla Skutnika stylu – troszkę karykaturalnym, troszkę malarskim. Rysunki mimo pozornej prostoty potrafią zachęcić do bliższego przyjrzenia się im, a dzięki temu docenienia kunsztu budowy komiksu, na który dzięki temu można bez problemu zwrócić uwagę. Pomimo pozornej prostoty w kompozycji strony, autor pokazuje, że z niejednego komiksowego pieca już jadł i potrafi małe strony wykorzystać do ostatniej kreseczki, używając świetnego kadrowania czy kolorystyki. Co ciekawe – mimo, że obie historyjki są do siebie zbliżone pomysłem i ogólną tematyką, a styl na pierwszy rzut oka może wydawać się tożsamy, to przy bliższej analizie odkryć można drobne różnice, odróżniające plansze jednego komiksu od drugiego.

Rewolucje: Dwa Dni nie są kontynuacją wcześniejszych części, co może zawieść niektórych fanów, jednak jako zamknięta całość potrafią zachwycić nawet tych, którzy wcześniej z Rewolucjami nie mieli do czynienia. Proste i konsekwentne rysunki dowodzą błyskotliwości i świetnego wyczucia autora w operowaniu formą, dlatego też polecam ten tytuł wszystkim tym, którzy lubią sztukę komiksu jako taką.

Autor: Paweł „Kaiou” Olejniczak
[źródło]

Rewolucje Dwa Dni recenzja w Życiu Warszawy

Jak to możliwe, że książeczka mniejsza od zeszytu, zawierająca wyłącznie obrazki, żadnych tekstów, pomieściła całkiem sporo treści? To cała magia twórczości Skutnika zamknięta w mini-albumie “Dwa dni”.

Człowiek idzie ulicą, rozgląda się na boki i nagle w oknie jednego z domów zauważa postać, która wygląda jak… on. Wbiega więc do wnętrza i zaczyna szukać… Tak zaczyna się “Dzień Pierwszy”. jedna z dwóch nowelek wchodzących w skład piątego, specjalnego tomu serii “Rewolucje”. Jej autor, Mateusz Skutnik dał się już poznać jako twórca komiksów przewrotnych i wymagających od czytelnika pewnej erudycji. Wraz z Karolem Konwerskim przygotowywał historyjki o Panu Blakim, a jedna z opowieści zawartych w poprzednich częściach „Rewolucji” stała się kanwą do animowanego filmu Tomasza Bagińskiego, „Kinematograf”, czyli polskiego kandydata do Oscara.

Nowy album rysownika nie jest może przygotowany z rozmachem. Książeczka mniejsza od zeszytu liczy niewiele ponad sześćdziesiąt stron. W kolejnych, maleńkich kadrach jednak Skutnik znów snuje fantastyczne opowieści. To historie o podróżach w czasie, paradoksalnych zapętleniach i absurdalnej wręcz determinacji ludzi. O szaleństwie naukowców i pokręconych losach ich wynalazków. A przede wszystkim o tym, jak małe przypadki wpływają na wielkie odkrycia. Niby szablonowe, a jednak urzekające. Także dzięki warstwie graficznej, bo oto mamy znów do czynienia z lapidarnymi, ręcznie malowanymi ilustracjami w pastelowych barwach.

Album ma jedną wadę, pozostawia poczucie niedosytu. Jak to? Tylko tyle? – To te pytania zaprzątają głowę czytelnika po dotarciu do ostatniej strony.Zamiast roztrząsać kolejne dylematy, zgrzytamy zębami, że po miesiącach oczekiwań, jakie upłynęły od premiery poprzedniego albumu Skutnika, otrzymujemy tę zgrabną i udaną, ale jedynie miniaturę komiksową, którą czytanie trwa zdecydowanie krócej, niż tytułowe dwa dni…

autor: Dominika Węcławek 10-06-2010

[źródło]

Rewolucje5 – recenzja w ziniolu

Seria “Rewolucje” wraz z każdym kolejnym albumem określana była mianem jednego z najważniejszych komiksów autorstwa polskich rysowników. Adresowana do czytelnika, który potrafi myśleć i jest zainteresowany niebanalną lekturą, opowiadała historie wynalazków i losy ich twórców. Z charakterystycznie rysowanymi postaciami, wplątanymi przez Skutnika w alternatywny, akwarelowy świat, czytelnikom Egmontu przyszło pożegnać się w 2006 roku, kiedy ukazał się album “Syntagma”. Mimo szuflady zaopatrzonej w scenariusze i głowy wyposażonej w świetne pomysły, kolejny album Skutnika z tej serii polscy czytelnicy dostali dopiero w roku bieżącym.
Jest to komiks bez słów, a więc ten z rodzaju najbardziej wymagających. Nie ma w nim narracji, a dialogi ograniczone są do wykrzykników i znaków zapytania. Brak jakichkolwiek wskazówek, które mogłyby tłumaczyć to, co znajduje się na rysunkach. Można go przeczytać w pięć minut, podsumować jednym zdaniem i po jednym dniu zapomnieć, ale wówczas straci się całą zabawę. Bo “Dwa dni” to 68-stronicowe korepetycje z komiksu oraz album, który sprawdzi, jak wrażliwi jesteście na to medium.
Dwa dni to dwie historie. W pierwszej Skutnik wrzuca czytelnika i bohatera w sytuację, w drugiej opowiada o wynalazcy. Sytuacja w dowcipny sposób wykorzystuje motyw zapętlenia, a opowieść dotyka zagadnienia podróży w czasie. Każda z tych historii jest świadectwem tego, że autor bardzo dobrze się bawił wymyślając je. I zaproszeniem, skierowanym w stronę odbiorcy, nakazującym mu ciągłe wertowanie stron do przodu i do tyłu w celu wyłapania szczegółów, którymi opowieści są nafaszerowane. Komiks Skutnika nie jest kameralny ani spokojny. Z jego stron bije ekstatyczna radość tworzenia.
Łatwo można się poślizgnąć podczas wyszukiwania inspiracji graficznych Skutnika i przypiąć mu łatkę Jasona. Co prawda norweski autor brał na warsztat podobną tematykę (patrz: “Skasowałem Adolfa Hitlera”), lecz w sensie graficznym sam jest tylko jednym z wielu kontynuatorów tradycji Herge’a. Czysta kreska to znak firmowy Skutnika w “Rewolucjach”, a towarzyszy jej czysty przekaz, oparty na znakomicie prowadzonej narracji komiksowej i konsekwentnym postawieniu na funkcję komunikatywną komiksu. Skutnik, wybierając taką a nie inną formę, “skazał się” na narrację czysto obrazkową, jedynymi odstępstwami czyniąc onomatopeje oraz miejsca, w których udostępnia oczom czytelnika plany wynalazku jednego z bohaterów (dzięki czemu poznajemy jego imię i nazwisko). Ze starcia z najtrudniejszym rodzajem komiksu wyszedł zwycięsko, a obok ciekawej formy przedstawił intrygującą – i osadzoną w uniwersum “Rewolucji” – treść. Czego chcieć więcej?
Może tego, by tak fenomenalny komiks nie kisił się na rynku, który nie doceni go tak, jak doceniłby niemal każdy inny. Pewnie dlatego wydawca pokusił się o edycję międzynarodową. Obok polskiego widnieje angielski tytuł, a złotówkom na odwrocie towarzyszą ich odpowiedniki w euro i dolarach. Dodawszy do tego jakość wydania, z której zadowolony był sam autor, otrzymujemy idealny towar eksportowy, którym możemy chwalić się już wszędzie.
Autor: Dominik Szcześniak

Rewolucje 5: Dwa Dni / Two Days

 

Rewolucje 5: Dwa Dni / Two Days

scenariusz i rysunki / story and graphics: Mateusz Skutnik

see sample pages | BUY NOW >>

wydawnictwo: Mroja
cena z okładki: 33 pln (12$ / 8€)
rok wydania: 4/2010
liczba stron: 64
format: 150X210 mm
oprawa: twarda
papier: kreda
druk: kolor

recenzje:

~~~~

Throughout the years of my game development I got lots of emails requesting my comic books to be translated and sold outside of Poland. Well, the day has finally come. This is my first international comic book, available worldwide. If you enjoy Submachine machinery, Covert Front urban design and overall Daymare Town atmosphere – well, don’t want to sound like a door2door  salesman – but look no further! This album is perfect for you! ;)

Rewolucje 5 – recenzja w Hiro


„Rewolucje: Dwa Dni” (6/10)

„Dwa dni”, to dwie opowieści, pozbawione słów impresje ze świata „Rewolucji”, intrygującej i niezwykłej komiksowej krainy stworzonej przez Mateusza Skutnika. Krainy pełnej wybitnych jednostek i niesamowitych wynalazków, które mogą zmienić świat ale potrafią też zniszczyć swoich pomysłodawców. I choć najnowsza odsłona serii niezwiązana jest fabularnie z poprzednimi częściami, to pojawiają się w niej charakterystyczne dla tego świata motywy i tematy. „Dzień pierwszy” oraz „Dzień drugi” (bo tak nazywają się poszczególne historie), to więc opowieści o fantastycznych odkryciach, paradoksach wynikających z tych innowacji oraz przypadkowych sytuacjach mogących przekreślić genialne pomysły. Skutnik korzysta z tych samych składników i opowiada po raz kolejny na pozór tę samą historię, lecz zawsze stara się o świeże obserwacje i podsumowania. W albumie „Dwa dni” te starania wychodzą mu jednak połowicznie, bo mimo zgrabnego i świetnie spuentowanego „Dnia drugiego”, poziom całości zaniża pierwsza opowieść. „Dzień pierwszy” jest bowiem z początku sympatyczną, ale w rzeczywistości suchą zabawą formą, która pozostawia czytelnika obojętnym. Najnowsze „Rewolucję” są więc udaną, lecz jednodniową wycieczką.

Bartosz Sztybor

Rewolucje 5 – recenzja na komiksomanii

Kameralne rewolucje

autor: Kuba Oleksak

W październiku 2006 roku, po wydaniu przez Egmont “Syntagmy”, czwartego tomu “Rewolucji”, wszystko wskazywało na to, że jedna z najciekawszych serii komiksowych polskiego autorstwa, dobiegła końca. Po prawie czterech latach, jej autor, Mateusz Skutnik, wraca do zdawałoby się zamkniętego rozdziału swojej twórczości. Wraca z albumem “Dwa Dni”, który ujrzał światło dzienne na FKW.
Z dwóch historii zebranych w albumie opublikowanych nakładem wydawnictwa Mroja Press, jedna (“The Ordinary Day” powstały w 2003 roku) pierwotnie ukazała się na łamach jednej z antologii słoweńskiego “Stripburgera”. Natomiast druga opowieść, zatytułowana po prostu “Dzień Drugi”, to materiał premierowy. O jakości wydania sam autor wypowiada się w samych superlatywach. Rzeczywiście, pod względem edytorskim wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Komiks prezentuje się naprawdę zacnie. Co ciekawe, jego cena została podana w złotówkach, oraz w… dolarach i euro. Autor i wydawcy nie kryją zamiaru wypuszczenia “Rewolucji” na światowe rynki. A jako, że “Dwa Dni” to komiks niemy, ma szansę się przebić. W świetle tych planów, szkoda tylko, że tytuł pozostawiony w języku polskim…

W porównaniu do poprzedniego cyklu, nowe “Rewolucje” są zupełnie innym komiksem. Czytelnicy, którzy spodziewają się podobnych historii mogą poczuć się po lekturze rozczarowani. W “Dwóch dniach” zabraknie kreślonych z wielkim rozmachem wielowątkowych opowieści o ludziach, którzy swoimi wynalazkami, skonstruowanych z matematyczną precyzją, zmieniali świat. Mimo, że da się zauważyć powtarzalność pewnych motywów, a estetyka pozostała ta sama, piąte “Rewolucje” bardzo odbiegają od tamtych historii. Mateusz Skutnik jeszcze bardziej splótł komiksową formę z treścią (przy czym niebezpiecznie otarł się o zarzut czczej zabawy formą) i skupił się na opowiadaniu historii o ludziach. Nowe “Rewolucje” to nie epickie powieści naukowe utrzymane w steampunkowym klimacie, tylko egzystencjalne etiudy. Kameralne, bardzo wyciszone, nie tylko przez brak dymków z tekstem, skupione na dwóch, bezimiennych bohaterach. Na ich namiętnościach, pragnieniach i dziwnych przypadkach, które są ich udziałem. Najnowszy komiks Skutnika jest blisko spokrewniony z dokonaniami autora, ukrywającego się pod pseudonimem Jason. Twórczość norweskiego komiksiarza jest przez jego gdańskiego kolegę po fachu znana i ceniona, więc myślę, że ten trop jest jak najbardziej słuszny.

Mateusz Skutnik może się upierać, że rysować nie umie, ale prawda jest taka, że to jeden z najsprawniejszych i najciekawszych twórców komiksowych, jakiego możemy podziwiać na naszym rynku. Oczywiście, do wysmakowanych grafik Jacka Frąsia czy kunsztu Krzysztofa Gawronkiewicz mu daleko, ale prace Skutnika utrzymane są w zupełnie innej estetyce. Jego nowe “Rewolucje” są mocno zakorzenione w stylistyce undegroundowej, nawet mimo ugładzenia ich pastelami. Siłą rysunków Skutnika nie jest ich, brzydko mówiąc, wygląd, bo nie są one ładne. Można się przyczepić szczegółów, krzywych linii, zaburzeń perspektywy, uproszczeń i niedokładności, ale moim zdaniem, wszystkie te “niedopatrzenia” mieszczą się w granicach konwencji, w jakiej operuje ich twórca. Rzecz w tym, że autor ma świadomość, że w komiksie najważniejsza jest narracja, płynność lektury, sposób rozpisania fabuły na kadry, umiejętne operowanie szczegółem, tak aby nie ginął na dalszym planie. I w tej materii trudno mu cokolwiek zarzucić, choć (w pewnym sensie) rysuje rzeczywiście “brzydko”.

Mam nadzieję, że “Dwa Dni” okażą się wstępem do kolejnej, wspaniałej przygody. Bo choć sam komiks jest dziełem raczej udanym i przynoszącym satysfakcję, muszę przyznać, że narobił mi apetytu na kolejną porcję “rewolucyjnej” lektury. Na razie, pozostaje mi powrót do pierwszego cyklu, ale mam cichą nadzieję, że Mateusz Skutnik nie poprzestanie tylko na jednym albumie, który okaże się wstępem do nowej serii.

[źródło]

Rewolucje 5 – recenzja w KaZet

Zdaniem genialnego fizyka Stephena Hawkinga podróże w czasie są jak najbardziej możliwe. Tyle tylko, że w przyszłość, co wiąże się z rozwojem technologii, a konkretnie z możliwością osiągnięcia prędkości bliskiej prędkości światła. Każdy zresztą zdaje sobie pewnie sprawę, że cofanie się w czasie mogłoby doprowadzić jedynie do szeregu paradoksów, co było i jest tematem fabuł wielu książek, filmów i komiksów. Autor serii „Rewolucje” również postrzega czas jako czwarty wymiar, a bohaterowie opowiadanych przez niego historii są w stanie przezeń podróżować, czego dowody znaleźć można między innymi w „Rentagenie” czy „Biegunie” z albumu „Monochrom”. „Dwa dni” także poruszają tę fascynującą problematykę.

Naprawdę nie sposób mówić o dwóch dość krótkich (dwadzieścia cztery plus trzydzieści dwie plansze) epizodach zawartych w tym albumiku bez niepotrzebnego zdradzania ich treści. Dość rzec, że doskonale wpisują się one w dobrze znaną rewolucyjną rzeczywistość, z tą drobną różnicą, że w ich przypadku mamy do czynienia z narracją prowadzoną jedynie za pomocą obrazu. Tak się składa, że „Dzień pierwszy” (pierwotnie zatytułowany „The ordinary day”) powstał dla międzynarodowego wydawnictwa „Stripburger”, co niejako sprowokowało autora do stworzenia komiksu w tym uniwersalnym języku.

Warto przy okazji wspomnieć, że „Dzień pierwszy” był jedynym kolorowym komiksem zamieszczonym w „Stripburgerze” z 2004 roku, co bez wątpienia jest swego rodzaju wyróżnieniem polskiego twórcy. Z drugiej strony format, w jakim został wydany ten zbiór, miał decydujący wpływ na rozmiar, w jakim komiks został namalowany – A6. W związku z powyższym, „Dzień drugi” został przygotowany w podobnej wielkości. Owszem, niewielkiego rozmiaru plansze nie dostarczają może tak wielu wrażeń estetycznych, co format A4 z albumów wydanych przez Egmont, lecz bronią się pod każdym innym względem.

Prawdę powiedziawszy, myślę że dyskusję nad wielkością albumiku wydanego przez Mroję Press można w tych okolicznościach najzwyczajniej w świecie odpuścić. Zdecydowanie ważniejsza jest treść komiksów, a w obydwu przypadkach mamy do czynienia z bardzo fajnie skrojonymi fabułami. Z drugiej strony nie jest tajemnicą, że jakość wydania „Dwóch dni” zachwyciła samego autora, więc i czytelnicy powinni być co najmniej usatysfakcjonowani.

Dla jednych wyłącznie przekartkowanie „Dwóch dni” wystarczy za lekturę. Inni być może będą mieli ochotę zajrzeć do nich częściej i na dłużej, co jest zdecydowanie bliższe moim preferencjom. Jeśli jednak ktoś odczuje niedosyt, niech wie, że Mateusz Skutnik planuje zaprezentować jeszcze kilka – prawdopodobnie pięć – pełnometrażowych albumów osadzonych w wykreowanej przez siebie rzeczywistości. A że podróże w przyszłość w żaden sposób nie przeczą prawom fizyki, może ktoś spróbuje zapoznać się z nimi wcześniej niż inni?

Jakub Syty

//–

Inne opinie

Albumik składa się z dwóch nowelek (zdrobnienia w pełni uzasadnione jeśli chodzi o wielkość książeczki). Pierwsza z nich była już wydana w 2004 roku „Miniburgerze#13” (jako dodatek do Stripburgera#38). Jest to całkiem zakręcona historyjka, taka jakie właśnie polubiliśmy w „Rewolucjach”. Można ją interpretować na różne sposoby. Drugie opowiadanie jest całkiem świeże, parę stron dłuższe i scenariuszowo znacznie prostsze – przez co dla mnie gorsze. Całość jednak wydana bardzo ładnie z twardą oprawą na kredowym papierze powinna zadowolić największych malkontentów. Jedynym minusem jest szybkość z jaką można zapoznać sie z tymi historiami – 15 minut i po sprawie. „Rewolucje” mają jednak to do siebie, że często się do nich wraca… Polecam więc zakup tego tomiku.

Robert Góralczyk

[źródło]

Rewolucje 5 comic album prices

So I’ve been proofing the pdf files for the upcoming Rewolucje 5 comic book and caught a glimpse of the prices. So, are you up for this? Are you going to buy? (read more about this project).

Update about shipping: this book will be sold online,  so it will be available around the world (there may be some additional shipping costs though).

Next Page »




PastelStories.com and Rewolucje.com all rights reserved 1998 - 2009 Mateusz Skutnik. Copying forbidden.