Pan Blaki; interview for onet.pl

“Każdy człowiek” Blaki
Interesujące dla czytelnika mogą być proste historie dwóch gości, którzy opowiadają historie o niczym… Z pozoru o niczym.

Pan Blaki” – premiera albumu komiksowego na osnowie filozofii Leszka Kołakowskiego została ustalona przez wydawnictwo Znak na 26. września. Rozmawiamy z autorami o przyjaźni, pracy i filozofii, czyli o tym co sprawiło, że stworzyli wspólnie kolejny komiks.

Adam Gawęda (Słowem): Niebawem Znak wydaje wasz komiks “Pan Blaki”. Jak doszło do zainteresowania poważnego wydawcy “niepoważnym” medium za jakie uchodzi komiks? I to jeszcze komiks w konotacji z filozofią Leszka Kołakowskiego?

Karol Konwerski (scenarzysta): Bardzo prosto. Pewnego dnia poszedłem na pocztę, wrzuciłem kopertę z naszym pierwszym albumem (“Blaki”). Po miesiącu dostałem maila, a potem telefon ze Znaku i tak się zaczęło…. A teraz po raz pierwszy wydawnictwo kompletnie niekomiskowe wydaje polski komiks, a do tego nietypowy…

AG: Czyli pierwszy album wszystko zapoczątkował?

KK: Po pierwszym albumie byliśmy bardzo zdziwieni reakcjami czytelników – na postać i historie, które się w tym komiksie znalazły. Zdziwiło nas zainteresowanie medialne i bardzo dobry odbiór albumu w środowisku. Zdziwiło to, że interesujące dla czytelnika mogą być proste historie dwóch gości, którzy opowiadają historie o niczym… Z pozoru o niczym.

AG: A czy te niby “historie o niczym” nie są na tyle uniwersalne, że dlatego zainteresowaliście nie tylko czytelników, ale i media?

KK: Wydaje mi się, że one nie są uniwersalne. Choć może to złe słowo.

Mateusz Skutnik (rysownik i scenarzysta): Choćby historia o człowieczku, który wiesza bieliznę i ma przemyślenia na temat krzesła i monet, które mu wypadły z kieszeni. To nie jest uniwersalne. Tylko myśli i wnioski, do których Blaki dochodzi, są uniwersalne.

AG: Oryginalny jest pomysł graficzny, eksponujący odpowiednią dozę melancholii i egzystencjalizmu, ale myśli są uniwersalne…

MS: Melancholia i egzystencjalizm nie były zamierzone.

AG: Skąd pomysł na samego Blakiego?

MS: Był 2000, 2001 rok. Długo zanim jakakolwiek “grafik nowel” dotarła do naszego kraju…

AG: Studiowałeś postać, rysowałeś i potem “dolepiłeś” fabułę i zachowania?

MS: Pomysł ewoluował po trosze z Morfołaków (jeden z poprzednich komiksów Skutnika), po trosze z Muminków – ten strój, nóżki i rączki. Ale powstał bez żadnego studiowania, żadnego sklejania. Narysowałem postać, spojrzałem na nią i zacząłem opowiadać poprzez nią historie. Od razu widziałem jakiego kalibru emocjonalnego jest ten człowieczek i przypadła mu rola melancholijno-egzystencjalno-moralizatorska.

AG: A czy postać Blakiego była czasem wyrazicielem twojego nastroju albo poglądów?

MS: Zawsze był wyrazicielem moich poglądów, ale nastroju raczej nie.

KK: W międzyczasie pojawiały się ciągle pomysły i propozycje na kontynuację, na tom drugi, na nowe historie. Ale jednocześnie obaj uświadomiliśmy sobie, że taka konwencja: opowiadamy o prostych sytuacjach i mówimy/myślimy przez Blakiego to, co nam gdzieś tam chodzi po głowach – taka konwencja się wyczerpuje. Nie dlatego że nie było pomysłów, czy brakowało sytuacji wokół nas, o których chcielibyśmy opowiedzieć. Baliśmy się, że drugi album stworzony w ten sam sposób zwyczajnie czytelnika znudzi.

Co do Blakiego: dla mnie ta postać to taki “każdy człowiek” – jedermensch, dlatego te historie i tę postać lubię.

MS: Po pierwszym Blakim ZGODNIE razem stwierdziliśmy, że formuła tego komiksu skończyła się, że tak naprawdę nie da się powiedzieć nic więcej ciekawego, że możemy w tej postaci się babrać i robić dalej to samo, ale nie można go wynieść na jeszcze wyższy poziom.

AG: Jak to się stało, że Karol pojawił się w Blakim jako scenarzysta?

KK: Jak się wziąłem nie wiem sam. Chyba dałem kiedyś Mateuszowi jedną historię, chyba “Czajnik”. Nie?

MS: Tak, “Czajnik”. I bam, napisał PRAWIE TAK, jakbym to sam zrobił.

KK: Nie prawie, bo lepiej.

MS: PRAWIE – ale tylko w pierwszej, w drugiej historii “pojechał” zupełnie jak ja.

AG: Czy nie stało się tak, że fikcyjna postać Blakiego, i historie o nim, stały się spoiwem waszej przyjaźni?

MS: Karol pisał te historie i ja je czytam i czuję, jakby mi ktoś po prostu zajrzał w pieprzoną duszę i wywlekał na wierzch. Sam bym tak nie napisał, jak Karol pisał o mnie.

KK: Dwójka ludzi robi coś wspólnie, tak zwane “przedsięwzięcie artystyczne” oparte na ich własnych, często skrytych myślach, i robi to razem. W pierwszym albumie jest historia “9 żyć”, którą pisałem, a Mateusz rysował. Ja myślałem o sobie, a Mateusz rysował o sobie. Dziwne, że nikt kto to czytał tego nie zauważył – “9 żyć” to historia, którą pisałem sam o sobie, a wyszła chyba najbardziej osobista mateuszowa historia.

AG: A skąd filozof Kołakowski?

KK: Ustaliliśmy: żadnego Blakiego więcej. I jakoś tak wyszło, że na gwiazdkę Mateusz dał mojej dziewczynie “Mini-wykłady o maksi-sprawach” Leszka Kołakowskiego. Dwa lata temu. I ja je przeczytałem.

MS: Wiedziałem że to zły pomysł był z tym prezentem…

KK: Kołakowski pisze w wykładach o bardzo poważnych rzeczach w najprostszy sposób.
Mówi jak filozof, ale stara się mówić w sposób absolutnie zrozumiały dla każdego. Pomyślałem: a jakby zrobić to inaczej? Pokazać to co on mówi w formie historii z Blakim. Ale nie adaptować, to nie w tym rzecz. Iść w inną stronę. Nie z pozycji tego kto wie, tego który ma rację, bo nie mam do tego prawa, mogę mówić jedynie o sobie…I na własnych przypadkach z naszego życia opisujemy, ilustrujemy, te maxi-sprawy, o których mówił Kołakowski.

AG: A Kołakowski widział Blakiego?

KK: Widział pierwszą z historii, którą zrobiliśmy na próbę dla wydawcy – “O nudzie”. I chyba był na “nie”.

MS: Nie, on nie był na “nie”, on był na “wszystko mi jedno”, a niech chłopaki robią ten komiks, w końcu to komiks – rzecz nieszkodliwa.

KK: Nie robiliśmy adaptacji, więc nie musieliśmy go mocno przekonywać.

AG: Album jest zbiorkiem. Ile stron, ile historii? Jaki jest w stosunku do poprzedniego albumu?

MS: Jest w stosunku do poprzedniego tytułu w takiej zależności, jak się do siebie maja tytuły obu albumów.

KK: 64 strony, 8 historii, ale jest też dziewiąta nienarysowana. To nie jest stricte komiks filozoficzny. Jest lepszy, dojrzalszy i ciekawszy – na innym poziomie niż poprzedni tomik.

Blaki to już nie jest dzieciak. Myśli nie o tym, że mu się krzesło w ogrodzie rozwala. Ma przed oczami konkret: myśli o nudzie, o wybaczaniu, o sławie, o poważnych rzeczach, ale myśli o nich w zupełnie niepoważnych i zwykłych sytuacjach.

AG: Czy macie jakieś pomysły na to, czemu polskie komiksy są zwykle krótkimi historiami? Chodzi o powszechność takiej formuły, pewien styl opowiadania.

MS: Jasne, jakby ktoś przyszedł i powiedział: poproszę długą, całoalbumową historię, powiedz mi ile czasu ci to zajmie, ja zapłacę za ten czas… Niestety w tym biznesie nie ma kasy, a komiks robi się CAŁE WIEKI.

AG: A może to wina braku scenariuszy?

MS: Braku pieniędzy.

KK: Ale jakiej kasy, za to nigdy nie będzie kasy… Nigdy nie było. I tak dostaliśmy jedno z najwyższych honorariów.

MS: Ilość czasu potrzebnego do pochylenia się nad zrobieniem komiksu jest wprost proporcjonalna do długości tego komiksu. Większość dzisiejszych komiksiarzy nie ma czasu na zrobienie długiego albumu, bo pracują i komiksy robią po godzinach.

AG: Czyli tylko bogate kraje stać na długie komiksy, bo tam twórca nie musi się martwić o grosz i tworzy sobie fabułki po 600 stron. Czego i Wam życzę… I tym “optymistycznym” materialistycznym i niefilozoficznym akcentem kończę, dziękując za rozmowę.

KK i MS: Dziękujemy.

source

wywiad dla polter.pl; III/2006

Przyszłość prosta jak drut

Licząc od zeszłej wiosny, od poprzednich WSK, nie był to chyba dla Ciebie najgorszy rok? Jak byś go ocenił?

Szczerze powiedziawszy nie sięgam pamięcią tak daleko. Muszę sobie przypomnieć co i jak. *zagląda na swoją stronę* Rewolucje: Monochrom w marcu, Morfołaki tom 2 w kwietniu i Blaki w październiku. Moja ocena roku: może być. Na razie udaje mi się utrzymać średnią trzech albumów rocznie, w 2006 prawdopodobnie będzie nie inaczej, ale to już ostatni rok takiego dobrodziejstwa. Wszystkie albumy z szuflad już zostały wygrzebane. No może udałoby się jeszcze sklecić jeden tom Morfołaków, ale poza tym to już wszystko. Teraz już tylko nowe Rewolucje wchodzą w grę.

Czyli średnia na rok nieco spadnie? Czy to oznacza, że w tym roku poza Wyznaniami zobaczymy – o ile w ogóle – tylko Rewolucje? Myślisz o jakichś nowych projektach?

Średnia spadnie dramatycznie, no i bardzo dobrze, rynek został przesycony komiksami Skutnika. Wystarczy na razie. Jakoś spokojnie Rewolucje po jednym tomie rocznie i to wszystko. Trochę jest ciśnienie żeby jednak zrobić drugi tom Blakiego, ale to odległe plany. A z szuflady to jeszcze pozostaje Alicja, na wydanie której są pewne widoki i to nawet pokaźne.

Zaczęto wymieniać Cię obok Krzysztofa Gawronkiewicza jako najciekawszego polskiego rysownika. Czujesz się dobrze w różnych estetykach?

Hm, to wymienianie to chyba tylko jak jesteśmy razem na jakiejś wystawie i podają spis autorów. Nie przypominam sobie żeby mnie wymieniano w innych okolicznościach koło Krzysztofa niż te powyższe. Poza tym określenie najciekawszy czy mniej ciekawy to kwestie bardzo subiektywne tego, kto wydaje taki osąd. Rysowników w ogóle nie powinno się porównywać ani systematyzować. Co do różnych estetyk – prawdopodobnie czuję się dobrze, ponieważ bez trudu przychodzi mi zmiana estetyki na taką, która pasuje do konkretnego scenariusza. Wystarczy zajrzeć do tomów nie powiązanych ze sobą serii, np. porównać Rewolucje i Wyznania Właściciela Kantoru.

Twoje komiksy raczej nie trafią w masowe gusta. Sporo w nich filozoficznych akcentów, a i w rysunku nie stronisz od eksperymentu. Bardziej “mainstreamowe” klimaty w ogóle Cię ciągną?

A jest u nas coś takiego jak mainstream polskiego komiksu? W sensie – robionego przez Polaków? Mainstreamowe klimaty mnie ciągną jak najbardziej, ale nie w komiksach. Zajmuję się tworzeniem gier we flashu, rzesze zadowolonych graczy z całego świata zaspokajają moją potrzebę mainstreamowego sukcesu w zupełności. Nakłady komiksów wypadają przy tym blado, ale ja robię komiksy dla czystej przyjemności podzielenia się z czytelnikiem historiami, które mi chodzą po głowie (lub po głowach moich scenarzystów). Nie ma ciśnienia na sukces. Nie muszę na tym zarobić i nie muszę stać się sławnym dzięki komiksom. W sensie – nie potrzebuję tego by dalej tworzyć. Więc jest ok.

Załóżmy, że mainstream to coś, co nie ma ostrych granic. Utwór do niego należy albo nie, ale jakiejś miary “mainstreamowości” (chyba że opartej na wynikach sprzedaży) wyznaczyć się nie da. Na pewno jednak ważna jest łatwość odbioru, oparcie na oczywistych związkach przyczynowo-skutkowych, w miarę realistycznym rysunku. Tymczasem Twoje komiksy wymagają zazwyczaj wysiłku i odnalezienia logiki, która rządzi fabułą. Zastanawiam się, na ile “leżałoby” ci zrobienie komiksu typu – co by daleko nie szukać – Thorgala? Czy takie wycieczki w ogóle Cię pociągają?

Aktualnie nie interesują mnie takie komiksy. Nie interesuje mnie realistyczny rysunek ani łatwość odbioru. To wszystko już jest w morzu innych komiksów wydawanych w naszym kraju.


Rewolucje, czyli seria, która zjednała Ci chyba największe (wraz z Blakim) uznanie, wydaje się zmieniać. Czy Ty również dostrzegasz ewolucję w Rewolucjach?

Sprecyzuj, co to znaczy, wydaje się zmieniać. Rewolucje zmieniają się cały czas na wielu frontach, tylko nie wiem, który masz na myśli.

Odnoszę po prostu wrażenie, że trzeci tom Rewolucji różni się od poprzednich. Czy – w Twoim odczuciu – w trakcie tworzenia serii coś się zmieniło w Twoim podejściu do niej, w rysunku, w sposobie prowadzenia scenariusza?

Drugi tom różni się od pierwszego, a trzeci różni się od drugiego. Każdy jest inny. W moim podejściu mogło się zmienić tylko tyle, że pierwsze dwa tomy były rysowane do szuflady, a trzeci do druku w Egmoncie. To są zmiany bardziej psychologiczne samego procesu wymyślania i rysowania komiksu, raczej niedostrzegalne z punktu widzenia twórcy. Mówiąc krótko – to są po prostu inne historie trochę dokładniej narysowane. Poza tym Parabola była namalowana w 1998 roku, Monochrom w 2004, to sześć lat różnicy, zmiany stylu rysowania są nieuniknione.

Czy w czwartym tomie dojdzie do jakieś rewolucji?

No do tego to wszystko zmierza. Mocne zakończenie kilku przewijających się we wcześniejszych tomach wątków plus znaczące zmiany techniczne wykonania rysunku i rozkładu strony powinny złożyć się na mocno rewolucyjny album. Od strony scenariuszowej jest to pierwszy tom rewolucji, który operuje jedną historią na 46 stronach. Choćby tutaj już mamy coś nowego i w miarę rewolucyjnego dla tej serii.

Na Warszawskich Spotkaniach Komiksowych ukażą się “Wyznania właściciela kantoru” do scenariusza Jerzego Szyłaka. Zapewne rysowanie dla największego komiksowego autorytetu naukowego w Polsce samo w sobie było atrakcyjną perspektywą, ale co w samym tekście Cię zainteresowało?

Wyznania Właściciela Kantoru to nie pierwsza nasza wspólna produkcja, wcześniej powstał 60-stronicowy kolorowy album Alicja, to było ciężkie wyzwanie. Kantor przy tym wypada jak spacer po parku wiosenną porą i zresztą taki też jest. Pierwsza historia albumu WWK powstała na zamówienie KKK do numeru o seksie bodajże. Komiks nie przeszedł krakowskiej weryfikacji i zapewne wylądowałby w szufladzie, ale Jerzy dopisał brakujące 41 stron tak, żeby powstał album. W tekście zainteresował mnie ostry humor słowny, który już na pierwszej stronie albumu daje czytelnikowi mocnego kopa. Na szczęście Jerzy jest scenarzystą otwartym, daje dużo swobody rysownikowi, nie miał nic na przeciwko groteskowym przedstawieniom postaci w komiksie. Mnie zaś bawiło tworzenie komiksu operującego mocnym konfliktem na linii rysunek – ciężar gatunkowy tekstu. To prawda, przy wybieraniu plansz do press paku musiałem się mocno napocić by znaleźć takie bez gołych członków, tyłków bądź innych sprośności, ale umówmy się – to wszystko jest narysowane z przymrużeniem oka, to jest parodia komiksu erotycznego, parodia, w którą Jerzy potrafił wcisnąć mnóstwo humoru i ciętych aluzji do życia tamtego okresu.

Zanosiło się na to, iż Alicji mieliśmy się nie doczekać. Tymczasem sam mówisz, że jednak może się uda. W czym leżał problem z wydaniem tego komiksu?

Doczekamy, doczekamy. Problemu jak się okazuje nie ma, o ile znajdzie się odpowiedniego chętnego wydawcę. Alicja leżała przez lata odłogiem czekając na bardziej wiążącą decyzję jednego z wydawców, ale upłynęło w międzyczasie już tyle lat, że sprawa się przedawniła. Nowy wydawca jest zwarty i gotowy, więc powinno pójść gładko.

Czy jest to ten sam wydawca, który przez jakiś czas krył się z chęcią wydania Yoela?

Nie, wydawcą Alicji będzie najprawdopodobniej Timof i cisi wspólnicy, czyli ten sam który wydał Blakiego i Wyznania Właściciela Kantoru. Problem polega na tym że Alicja to album 60-stronicowy kolorowy, więc wydatek dla wydawcy większy.

Po całej tej rozmowie, nie wiem dlaczego, czuję lekkie przygnębienie. Można odnieść wrażenie, że Mateusz Skutnik planuje krótkie wakacje od komiksu. Nie chcesz się wypalić, czy też w tej chwili realizujesz swój twórczy zapał w czymś innym, np. w grach, o których mówiłeś?

Po całej rozmowie nie wiem, czemu czujesz lekkie przygnębienie. Ja mam wręcz przeciwne nastawienie do robienia komiksów. Wreszcie wygrzebałem się ze strefy robienia kilkunastu rzeczy naraz, przyszłość komiksowa jest jasna i prosta jak drut. Nareszcie dochodzę do modelu rysowania komiksów, który od zawsze mnie interesował, czyli stworzenie jednego albumu rocznie. Tylko Rewolucje (i paski z Blakim na marginesie).

Czuję się zatem podniesiony na duchu. Tradycyjne pytanie na koniec. Czy masz jakiś komiks, który sprawił, iż Twoja świadomość (świadomość czegokolwiek) przeszła rewolucję i do dziś uważasz go za dzieło, które miało i wciąż ma na Ciebie największy wpływ?

Nie. Nie mam takiego komiksu, który by sprawił, że moja świadomość czegokolwiek przeszła rewolucję. Jest książka. Komiks i okolice pornografii Jerzego Szyłaka. Pamiętam jak dziś dzień, w którym otworzyły mi się oczy na to, jak wiele można w komiksie zawrzeć poza zwykłym “dzianiem się” i, z drugiej strony, jak wiele wnikliwy inteligentny czytelnik jest w stanie z komiksu wydobyć.

Autor: Maciej ‘repek’ Reputakowski

źródło

wywiad dla Esensja.pl, II/2004

Czego chcieć więcej

Esensja: Pamiętasz pierwszy komiks jaki wpadł ci w ręce?

Mateusz Skutnik: Tutaj dużego wyboru nie ma. Tytus albo Kloss. Ale raczej Tytus, ten komiks pamiętam od zawsze.

Esensja: Dlaczego zdecydowałeś się robić akurat komiksy?

MS: Pamiętam jak dziś sytuację w której postanowiłem robić komiksy (to takie postanowienie, jak to dzieci mają w zwyczaju postanawiać). Wydawało mi się, ze to jest proste i że ja też tak mogę. Oczywiście z latami okazało się, że to wcale nie jest takie proste, przeciwnie, im dłużej rysuję, tym bardziej skomplikowane się to wydaje. Na szczęście w pewnym momencie Nikodem uwolnił mnie na pewien czas od konieczności wymyślania historii.

Esensja: Czy był jakiś twórca lub dzieło które najbardziej wpłynęło na twoją twórczość?

MS: Patrząc z perspektywy czasu na wszystkie komiksowe influencje w moim życiu, to największy wpływ na mój sposób patrzenia na komiksy miała książka Jerzego Szyłaka “Komiks i okolice pornografii”, pierwsza książka o komiksie jaką przeczytałem. Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak głęboko może pójść interpretacja komiksu, a z drugiej strony jak wiele treści można w nim zawrzeć. Od tego czasu moje komiksy przestały być prostą fabułą, w której coś się po prostu dzieje, a zaczęły przypominać złożoną układankę zdarzeń, odniesień i dialogu z czytelnikiem.

Esensja: Jaka jest geneza Morfołaków?

MS: Kiedyś narysowałem jedną planszę komiksową, pokazałem ją Nikodemowi i poprosiłem, żeby napisał mi jakiś scenariusz do tego typu rysunków. No i napisał 52 scenariusze, o ile dobrze pamiętam, z czego ponad 40 zostało zrealizowanych, to jest ponad 250 stron komiksu. Zdaje się, że trafiliśmy na siebie w odpowiednim momencie, bo on sypał scenariuszami jak z rękawa, a ja równie szybko je rysowałem.

Esensja: Czy “Morfołaki” będą kontynuowane?

MS: Od trzech lat nie mam kontaktu z Nikodemem, z tego co wiem to porzucił karierę scenarzysty komiksowego, tak więc “Morfołaki” to raczej przeszłość. Ostatnie historie powstały w 2001 roku. Istnieją jeszcze te resztki scenariuszy Nikodema – około ośmiu – więc jest szansa, że być może kiedyś, w odległej przyszłości powstaną nowe komiksy. Tym bardziej, że ostatnie historie Nikodem pisał dużo dłuższe. Jest jeden epizod, który liczy około 24 stron. Tak więc jeżeli ktoś czeka na nowe odcinki morfów – jest szansa. Ale na pewno nie w najbliższej przyszłości, na razie “Rewolucje” zajmują mi większość czasu przeznaczanego na rysowanie komiksów, ponadto kończę album do scenariusza Jerzego Szyłaka “Wyznania właściciela kantoru”. Rysuję także drobniejsze historie do przeróżnych antologii w kraju i za granicą.

Esensja: Jak postały “Rewolucje”?

MS: Zawsze marzył mi się komiks o wynalazcach i ich odkryciach. Po dwuletniej przygodzie z Morfami udało mi się wypracować nowy, wyczyszczony styl – Rewolucji właśnie – styl, który stał się mimowolnie moim znakiem rozpoznawczym. Większość “rewolucyjnych” historii opowiada o nieznanych wynalazcach i ich nieznanych odkryciach, nie zawsze udanych, ale zawsze oryginalnych. Ostatnio jednak zacząłem korzystać z istniejących historycznych wynalazców, pisząc zmodyfikowane historie ich odkryć. Przykładem może być komiks “Rentagen” o wynalezieniu promieni X, który narysowałęm na zeszłoroczny MFK w Łodzi. Niedługo mam zamiar zrealizować historię odkrycia bieguna północnego, bo to strasznie pogmatwana historia: dwóch odkrywców, każdy mówił co innego, aż się prosi o dopisanie ciekawej historyjki. Co ciekawe, rysując “Rewolucje” od 1998 roku cały czas żyłem w nieświadomości. Dopiero pod koniec zeszłego roku dowiedziałem się, że “Rewolucje” należą do pewnego gatunku artystycznego, mianowicie do steampunku. Sądzę, że to zaszufladkowanie mówi wszystko o “Rewolucjach”, bo one rzeczywiście spełniają wszystkie założenia historii steampunkowych.

Esensja: Czy będzie kontynuacja komiksu “Czaki eunuch: das pimmel story”?

MS: Co prawda Dominik Szcześniak (scenarzysta) odgrażał się, że napisze drugą część, ale chyba mu przeszło. Nie będzie kontynuacji Czakiego, no chyba że Dominik napisze jednak coś tak genialnego, że przebije pierwszego Czakiego. Z mojej strony jednak odchodzę od formuły komiksu czarno białego, nawet jeżeli komiks na zamówienie powinien być czarno biały, ponieważ do takiego druku jest przeznaczony, to i tak robię komiks w kolorze. Tak było z historią do drugiego albumu historii o Żbiku, wydanego przez Kulturę Gniewu. Pamiętam, że Jarek Składanek strasznie się zdziwił, jak zobaczył tę kolorową historię.

Esensja: Jak tworzysz komiksy? Czy najpierw powstają szkice postaci, a dla nich robiony jest scenariusz? Czy gdy sam wymyślasz historię to rozpisujesz ją najpierw w formie np. opisu kadrów?

MS: Jeżeli komiks jest mojego scenariusza, to nie ma potrzeby robienia żadnych osobnych szkiców. Wszystko mam poukładane w głowie, rysuję od razu na planszy, szkicuję, maluję tuszami, potem robię kontury rapidografem, potem jest jeszcze drugie malowanie i gotowe. Nie przejmuję się ilością plansz – ile wyjdzie, tyle będzie. Potem już tylko skanowanie, czyszczenie i wpisywanie dymków, ale to inna historia. Czasami oczywiście są odstępstwa od reguły. Czasami trzeba coś naszkicować, żeby nie wypadło z głowy. Pomysły – szczególnie dobre – mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą kiedy chcą. Wiem, że Jerzy Szyłak dużo pisze w pociągu, mnie też często zdarzało się wymyślić coś ciekawego w pociągu. Natomiast w przypadku komiksów innych scenarzystów, to oczywiście najpierw po przeczytaniu scenariusza powstają szkice postaci, które konsultuję ze scenarzystą. Mam takie szczęście, że nie trafiłem jak do tej pory na scenarzystę, który wprowadzałby mi jakieś drastyczne zmiany do moich projektów, kazał przerysowywać kadry, plansze… Sądzę, że taka współpraca skończyłaby się dosyć szybko. Wracając do pytania – zawsze najpierw jest gotowy scenariusz, potem są rysunki. Nigdy odwrotnie. W przypadku tej pierwszej planszy, z której powstały Morfołaki jest trochę inaczej, to miała być tylko inspiracja dla Nikodema, pokazanie jak chciałbym rysować komiksy. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja rysuję najpierw plansze, a potem ktoś wymyśla do nich historię do wpisania w dymki. To absurd.

Esensja: Jak wyglądały scenariusze od Nikodema? Bardzo szczegółowe, czy raczej umowne?

MS: Nikodem pisał same dialogi, całą resztę zostawiał mojej wyobraźni. To było dla mnie idealne rozwiązanie. Czasami oczywiście pisał, kto się znajduje na planszy, co robi, ale bardzo rzadko zdarzało mu się sugerować mi, jak co ma wyglądać. Bardziej umownie się nie da. I bardzo dobrze. Jak już mówiłem, idealnie się dopasowaliśmy w tamtych czasach.

Esensja: Ile czasu zajmuje ci wykonanie jednej planszy?

MS: To zależy od stopnia zmęczenia po przyjściu z pracy. Jakby się spiąć, jestem w stanie w jeden wieczór narysować planszę, czyli coś około czterech godzin. W weekend robię do trzech plansz dziennie. Oczywiście to wszystko teoria, bo nie mogę całego wolnego czasu przeznaczyć na rysowanie komiksów.

Esensja: Czy masz swoich ulubionych bohaterów z “Morfołaków” i “Rewolucji”?

MS: Niech pomyślę, w przypadku Morfów to było ich tyle, że nie sposób nawet tego objąć, tak z biegu. Mógłbym powiedzieć, że Ssufok – wszechwiedzący mędrzec ptak, który rozwiązuje większość problemów morfołackiego świata, albo wszechobecne szczudłaki, które nigdy się nie odzywają, tylko obserwują z góry wszystkie wydarzenia. A może wilkodłak – taka nasza przeróbka aliena, który zabija wszystko na swojej drodze. Nie mogę się zdecydować. Może krawiec, szyjący ubrania z ludzkiej skóry (w tym odcinku pada moja ulubiona kwestia napisana przez Nikodema). Nie wiem. Z “Rewolucjami” sytuacja jest jaśniejsza. Jest tego mniej i jest pewna postać, która strasznie mnie intryguje. To bezimienna postać przemykająca pomiędzy historiami w pierwszym albumie “Rewolucji”, ubrana w szaty egipskie. Przemknął tak przez cały album, chociaż miałem zamiar coś napisać dla niego na koniec albumu, podobnie cały drugi album, pojawia się raz czy dwa, gdzieś w tle. Jest cały czas obecny. To ważna postać – pojawia się w tych miejscach nie przypadkowo. To wszystko wyjaśni się w albumie łączącym wszystkie wątki z pierwszych i drugich “Rewolucji”. Mam zamiar napisać taki album, w którym byłaby jedna długa historia. Wszystko zacznie do siebie pasować, niezwiązane ze sobą pozornie wątki staną się cząstkami misternej układanki scenariusza. Ten album siedzi mi gdzieś z tyłu głowy i czekam cierpliwie, aż się wyklaruje. To będzie naprawdę dobra historia. Mam czas, jestem w stanie przeznaczyć trzy lata na napisanie, dopracowanie tej historii. W międzyczasie mam jeszcze do dokończenia dwa albumy “Rewolucji”, tak więc ten łączący wątki może być dopiero piąty, albo szósty, bo zbierają mi się już powoli historie do kolejnego albumu zbiorczego.

Esensja: Kim są twoi ulubieni twórcy komiksów?

MS: Niestety nie mam pamięci do nazwisk, jedyne o których teraz pamiętam to Schuiten i Peeters z ich niesamowitym cyklem komiksów miast. Pascal Rabate, którego pierwszy raz zobaczyłem w telewizji na Planete, mało co nie przyssałem się do ekranu, i jeszcze jeden – szwedzki rysownik Jason, jak dla mnie geniusz scenariusza i rysunku, ten człowiek potrafi stworzyć dzieła idealne. Mam kilka jego albumów, udało mi się je kupić w Szwecji, pamiętam pod jakim wrażeniem byłem czytając te historie. Wszystkie nieme, bez jednego słowa. Czytelne i lekko narysowane. No po prostu ideał.

Esensja: Jak zapatrujesz się na szanse marketingowe twoich komiksów, które są zdecydowanie mniej komercyjne niż większość pozycji na polskim rynku? Nie obawiasz się że Twoje komiksy mogą zostać niedocenione?

MS: To nie jest pytanie do mnie, tylko do wydawcy. Mam na szczęście tę komfortową sytuację, że nie muszę interesować się marketingiem. Co do komercyjności moich komiksów, jednak coś w nich musi być, skoro się ukazują, ludziom się podoba, i chcą więcej. Wydawca mi zaufał, że “Rewolucje” to strzał w dziesiątkę. Czego chcieć więcej. “Rewolucje” już zostały docenione. Ukazały się w kilku polskich magazynach. Z tego co wiem to oceny były bardzo ciepłe. Nie obawiam się o “Rewolucje”. To mój najlepszy materiał.

Esensja: Publikujesz również za granicami Polski. Jak do tego doszło? Czy masz jakieś informacje jak tam odbierane są twoje komiksy?

MS: Doszło do tego w bardzo prozaiczny sposób. Niejaki Jerzy Szyłak zapytał mnie kilka lat temu – A może wyślesz coś do “Stripburka”? I dał ulotkę z namiarami. Była publikacja w “Stripburku” (to antologia komiksu wydawana przez zespół edytorski magazynu “Stripburger”), następnie “Madburger”, podobna antologia, tematyczna, traktująca o zdrowiu psychicznym, “Warburger”, o wojnie. Niedawno jeden epizod rewolucji ukazał się w “Stripburgerze”, inny we francuskiej antologii “Le Velo 33b”, to drugi tom wydany przez zespół La Boite d’Aluminium. Moje komiksy odbierane są chyba dobrze, skoro nadal chcą je publikować. Były plany wydania drugiego tomu “Rewolucji” we Francji przez La Boite, ale w międzyczasie materiał ten został sprzedany Egmontowi i plan się sypnął.

Esensja: W marcu wyjdą dwa albumy twojego autorstwa, stale publikujesz za granicą, czy więc rok 2004 będzie początkiem ekspansji Mateusza Skutnika na Europę?

MS: Nie popadajmy w przesadę. Raczej nazwałbym to ekspansją na polski rynek. Ale dopiero pod koniec tego roku, po wydaniu drugich tomów serii “Rewolucje” i “Morfołaki”, będzie można snuć plany na przyszłość i na zagranicę. W tym roku ukazuje się jeszcze mój mini album na Słowenii, wydany w serii “Miniburger”. To 24-stronicowa historia “rewolucyjna”, pierwsze dziewięć plansz jest wystawionych na Wraku do wglądu.

Esensja: Jakie są twoje kolejne projekty?

MS: Projektów jest na kilka lat na przód. Po pierwsze – komiks do nowej antologii Egmontu. Potem zabieram się za dokończenie trzeciego tomu “Rewolucji”. Mam również gotowy scenariusz do tomu czwartego (autorstwa Jerzego Szyłaka). Ponadto rysuję album o Bompci i Pożercy (to postacie okołodampcowe). Zbieram też krótsze historie do monochromatycznego albumu o “Rewolucjach”, na pewno znajdzie się w nim “Rentagen”, historia o wynalezieniu kinematografu, którą właśnie kończę, historia o odkryciu bieguna północnego, trójstronicówka wysłana na konkurs w Angouleme, być może ta historia do nowej antologii Egmontu, “Lunge”. Każda z tych historii jest w innej tonacji kolorystycznej. To taki powrót do dawnej formy albumu złożonego z kilku krótkich historii. Miał się ukazać jeden krótki albumik we Włoszech, ale coś ostatnio się Włosi nie odzywają, więc to wkładam między bajki na razie. Jak widać ewentualne nowe historie morfołackie, jak i drugi tom “Czakiego” to raczej fikcja.

Esensja: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Daniel Gizicki

source

wywiad dla Esensji, grudzień 2002

Marcin Herman: Jak oceniasz projekty takie jak “Madburger” z punktu widzenia uczestnika?

Mateusz Skutnik: “Madburger” to wydawnictwo dosyć tendencyjne. Według mnie prezentuje dosyć niski poziom. Z samych polskich rysowników uzbierałaby się taka antologia, na pewno dwa razy wartościowsza. Nie jest to więc żadne opiniotwórcze źródło komiksu z Europy Wschodniej. A szkoda. Jednak sama myśl tworzenia takich antologii jest dobra. Z tym że nie można przypinać do nich jakichś wyższych celów, typu “prezentacja komiksu europejskiego”. Różnorodność jest ogromna i prawdopodobnie dopiero wydanie encyklopedii komiksu podziemnego w Europie wyczerpałoby zagadnienie. A dla mnie jako uczestnika jest przyjemne to, że moje plansze znajdą się na wystawach tam, gdzie moja noga zapewne nigdy nie postanie.

MH: Czy w związku z publikacją w “Madburgerze”, obecnością twoich prac na międzynarodowych wystawach, widzisz dla siebie jakąś szansę na publikację za granicą?

MS: Raczej niewielką. Publikacja w “Madburgerze” jest mało eksportowa. Jest to komiks rysowany w stylu, jak to się popularnie mówi “undergroundowym”. Na eksport bardziej bym widział komiksy rysowane tak jak “Rewolucje”, publikowane zresztą w “Esensji” w ubiegłym roku. Z takimi komiksami będę starał się zaprezentować za granicą.

MH: “Rewolucje” cieszyły się dużą popularnością wśród naszych czytelników. Ale właściwie była to jedna z twoich nielicznych publikacji, do tego w formie elektronicznej. Twoje komiksy ukazały się też w Meksyku i Chinach, w zeszłym roku w słoweńskim “Striburgerze”, teraz w czeskim “Aarghu” i “Madburgerze”. Dlaczego twórca, którego doceniają za granicą, tak mało publikuje w kraju?

MS: Nie mam zielonego pojęcia. Szczerze mówiąc, sam się nad tym zastanawiam, ale to nie jest pytanie do mnie, tylko do wydawców. Jeden epizod drugiego tomu “Rewolucji” ukazał się w zeszłym roku w “Świecie Komiksu”. Teraz podobno ma się tam ukazać następny. Światełko w tunelu.

MH: Poza “Rewolucjami” twoim najbardziej znanym cyklem są “Morfołaki” – komiks raczej trudny, w awangardowej stylistyce. Na jego tle “Rewolucje” wypadają bardziej komercyjnie. Czy nie uważasz, że właśnie ta undergroundowa konwencja odstrasza wydawców?

MS: Zapewne tak. Tylko że po pierwsze, “Morfołaki” to stary komiks. Rysowałem go w latach 1997-2000. Po drugie, ja tej stylistyki nie wybierałem – po prostu tak wtedy wychodziło mi najlepiej. Oczywiście, że taka stylistyka odstrasza wydawców. Jak sam powiedziałeś, “Rewolucje” wypadają bardziej komercyjnie. I w tę stronę będę teraz szedł. “Morfołaki” to komiks trudny, ponieważ Nikodem Skrodzki pisał wówczas strasznie pokręcone historie. Poza wydaniami fanzinowymi lub podziemnymi, nie za bardzo widzę przyszłość dla takiego komiksu.

MH: Jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość?

MS: Ukończenie dwóch albumów komiksowych z serii “Alicja” do scenariuszy Jerzego Szyłaka, później złożenie do kupy trzeciej części “Rewolucji”. A dalej nie wiem.

MH: Dziękuję za rozmowę.

źródło

Wywiad z Favorem

wywiad_z_favorem

Łukasz Favor Klimkiewicz

Mateusz Mask Skutnik

1999

« Previous Page




PastelStories.com and Rewolucje.com all rights reserved 1998 - 2012 Mateusz Skutnik. Copying forbidden.